Alphaville

Podający się za dziennikarza detektyw Lenny Caution przybywa do futurystycznego miasta rządzonego przez elektronowy mózg – tak zaczyna się Alphaville, jeden z najgłośniejszych filmów klasyka francuskiej Nowej Fali, Jean-Luca Godarda. Można w Alphaville zobaczyć jeszcze jedną kinową dystopię: opowieść o totalitarnym świecie, w którym kultura przegrała z techniką (w Alphaville zakazano literatury, mieszkańcy nie znają znaczenia słowa miłość). Ale jeżeli po latach pamiętamy o dziele Godarda, to chyba z innego powodu. Alphaville pozostaje jednym z najbardziej niezwykłych „miejskich” filmów w dziejach. Miasto jest tutaj głównym bohaterem, ważniejszym od ekranowych postaci. Skąd wrażenie tej niezwykłości? Z prostego zabiegu: Godard cały film zrealizował we współczesnym mu Paryżu, w połowie lat 60. Modernistyczne miasto (filmowane niemal wyłącznie w nocy, w świetle neonów) z łatwością przeobraziło się w metropolię przyszłości. W efekcie Alphaville stało się wzorcowym obrazem miasta zawieszonego w czasie, miasta o niejasnym statusie.

Spiskowcy buntujący się w Alphaville przeciw władzy komputera czytają po kryjomu książki. Ulubioną konspiracyjną lekturą Lenny’ego są surrealistyczne poezje Paula Eluarda, między innymi wiersz Et Notre Mouvement, zaczynający się od słów Nous vivons dans l’oubli de nos métamorphoses. Można by to przetłumaczyć: Żyjemy, zapominając o własnych metamorfozach. Albo mniej dosłownie (tak tłumaczą Anglicy): Żyjemy w pustce po własnych zmianach. Zestawienie słów zmiana i pustka świetnie opisuje rzeczywistość Alphaville. Oto miasto, które za cel postawiło sobie nieustanną zmianę: zmienia się tak szybko, że właściwie stało się już spełnioną przyszłością. Zarazem w Alphaville zmiana nie przynosi żadnego efektu, jest natychmiast zapominana, bo całe miasto funkcjonuje poza historią. Historyczna pamięć jest w nim traktowana jako zagrożenie dla społecznego porządku.

A zatem widzimy w Alphaville bardzo dynamiczne miasto, które w gruncie rzeczy stoi w miejscu. Czy czegoś nam to nie przypomina? Czy Warszawa nie jest dziś łudząco podobna do Alphaville? Na pewno warto myśleć o Warszawie, używając kategorii, słów-kluczy odnalezionych u Godarda. Wystawa otwierana w tymczasowej przestrzeni w samym centrum Warszawy jest może najlepszym ku temu pretekstem.

Miasto w procesie nieustannej, ale prawie niedostrzegalnej zmiany pokazują w swych filmach Ewa Axelrad i Steve Press, młodzi artyści z Londynu. Topiące się pod wpływem ostrego światła wywietrzniki czy kamery telewizji przemysłowej uświadamiają, że miasto to twór organiczny, żyjący własnym życiem. W tych zmianach nie widać śladów wielkiego historycznego dramatu, to raczej produkty powolnej entropii.

Rzeźba Małgorzaty Szymankiewicz, dotąd znanej głównie jako bardzo ciekawa malarka abstrakcyjna, w przewrotny sposób podejmuje temat konstruowania miasta. Już na pierwszy rzut oka musi skojarzyć się ze słynnym, nigdy niezrealizowanym Pomnikiem III Międzynarodówki Władimira Tatlina – chyba najbardziej znanym symbolem utopii wznoszenia miasta od podstaw. Szymankiewicz do tej utopii się odnosi, lecz jej nie konserwuje. Domek zbudowany z kart umieszczony na pochyłym postumencie wygląda na skazany na zagładę. Tyle że całość okazuje się stabilną konstrukcją wykonaną z drewna. A zatem nie utopia, ale balans między tymczasowością i stabilnością – oto przepis na współczesne miasto.

Krystian TRUTH Czaplicki to jeden z najbardziej intrygujących polskich twórców wywodzących się ze środowiska street artowego. Pracuje głównie w przestrzeniach publicznych, umieszcza w nich zwykle prace nawiązujące do języka sztuki minimal i abstrakcji geometrycznej. W ramach Alphaville przedstawia instalację site specific, zbudowaną z potężnych belek styropianu. Konwencja minimalu zostaje tu przywołana (nie sposób nie pomyśleć o twórcach takich, jak Carl Andre i Sol LeWitt), ale zarazem przekroczona. Czaplicki jest wciąż bardziej anarchiczny od wielkich poprzedników, w dodatku wybiera materiał, który w polu sztuki uchodzi za nieszlachetny, niedostatecznie trwały – co klasycznych minimalistów musiałoby oburzyć. Nie przez przypadek to materiał, który zrobił wielką karierę w świecie współczesnej architektury, zwłaszcza w jej bardziej populistycznych przejawach. Widzieliście, jak fasady historycznych budynków znikają w Warszawie pod ahistoryczną warstwą styropianu? Zobaczcie, jak ten sam styropian w rękach TRUTHA przekształca się w materiał sztuki.

Na równie charakterystyczny materiał współczesnej architektury tymczasowej zdecydował się Jarosław Fliciński. Znakomity abstrakcyjny malarz średniego pokolenia zaprojektował ogromny baner i wskazał zastanawiającą dwuznaczność właściwą bodaj wszystkim banerom zakrywającym dziś wielkie miasta. Chodzi o wzajemne powiązanie sytuacji pokazywania i zasłaniania. Baner coś pokazuje, lecz jednocześnie coś zasłania. W konsekwencji przestrzeń przykryta banerami przeobraża się w rodzaj potiomkinowskiego miasta – miejsca ukrytego za zasłoną, a przez to wyrwanego z historycznego kontekstu, zawieszonego w bezczasie. Fliciński wydobywa zagmatwanie tej sytuacji za pomocą prostego gestu – jego baner przypomina ogromną kurtynę. Co się za nią kryje? Czy kryje się cokolwiek? A może nie musi się nic ukrywać, bo obserwowanie zasłony staje się przyjemnością samą w sobie?

Identyczne pytania prowokuje praca Kamy Sokolnickiej, młodej artystki znanej dotychczas głównie z wyrafinowanych kolaży. Metalowa obręcz wypełniona ciemną cieczą wygląda jak studnia. Sugeruje, że coś kryje się pod powierzchnią. Tyle że tutaj metafora zmierza w trochę innym kierunku niż u Flicińskiego. Instalacja Sokolnickiej to raczej podpowiedź, że każda przestrzeń, każda architektura ma swoją głębokość, własne archeologiczne pokłady, własną historię.

Podobną myśl, nieco bardziej dobitnie, formułuje Wojtek Ziemilski, reżyser teatralny (znany m.in. z głośnego ubiegłorocznego spektaklu Mała narracja) zainteresowany również sferą sztuk wizualnych. Jego umieszczony na fasadzie neon z hasłem Postępowanie pamięci jest dostatecznie wieloznaczny, żeby uchwycić różne wymiary związków między miejscem, przestrzenią a pamięcią, historią. Postępowanie pamięci można rozumieć jako opis sytuacji, w której nabywając wiedzę o przeszłości, tworzymy własną tożsamość. Ale także jako sugestię, że pamięć nie jest wyłącznie bezwolnym instrumentem w naszych dłoniach. Pamięć postępuje, a więc coś z nami robi, bardziej działa nami niż my nią. Zresztą jest w tym haśle coś jeszcze mroczniejszego: intuicja, że pamięć może postępować niczym choroba. Jak się z nią obchodzić, aby się nią nie zainfekować? Pytanie warte uwagi zwłaszcza w miejscu o tak bogatej historii, jak Hala Koszyki.

Kuratorzy:

 

Justyna Kowalska, Tomasz Plata, Michał Suchora

 

Artyści biorący udział w wystawie:

 

Jarosław Fliciński, Powiedz, co chcesz, drukowany billboard
Krystian TRUTH Czaplicki, bez tytułu, styropian
Małgorzata Szymankiewicz, bez tytułu, papier, sklejka, okleina naturalna
Ewa Axelrad & Steve Press, Coda, wielokanałowa instalacja wideo
Wojtek Ziemilski, Postępowanie pamięci, neon
Kama Sokolnicka, bez tytułu, stal, smoła, woda